drzwi drewniane wrocław -
pierścień zdobiący jego lewą dłoń i podniósł wzrok na swoją nauczycielkę.
- Jak to możliwe? Jak mój przodek i król Antor weszli w posiadanie tych pierścieni? - pytał.
- Ja im je dałam.
- Mateczko, to było trzysta lat temu!
- Tak - zgodziła się - w przybliżeniu trzysta lat. Sparhawk popatrzył na nią szeroko otwartymi oczyma, po czym głośno przełknął ślinę.
- Trzy stulecia? - Nie mógł w to uwierzyć. - Sephrenio, w takim razie ile ty masz lat?
- Wiesz, mój drogi, że nie odpowiem na to pytanie. Kilkakrotnie wyjaśniałam ci już dlaczego.
- A jak zdobyłaś te pierścienie?
- Dała mi je moja bogini Aphrael, ale nie dla
mnie były przeznaczone. Bogini powiedziała mi, gdzie znajdę twojego przodka i króla Antora oraz poleciła mi dostarczyć im te pierścienie.
- Mateczko... - zaczął Sparhawk, ale zaraz przerwał, widząc jej pobladłe oblicze.
- Cicho, mój drogi - poleciła mu czarodziejka i zwróciła się do wszystkich obecnych: - Cni rycerze, tego, co teraz powiem, nie będę więcej powtarzać. Nasze poczynania narażą nas na gniew Starszych Bogów. Niełatwo im się przeciwstawić. Wasz Bóg, Bóg Elenów, wybacza; Młodsi Bogowie Styricum dają się przebłagać. Jednakże Starsi Bogowie żądają całkowitej uległości względem swoich kaprysów. Sprzeciwić się poleceniom Starszego Boga Styricum to gorzej jak rzucić wyzwanie śmierci. Mszczą się na tych,
drzwi drewniane wrocĹ‚aw którzy ośmielili się im stawić czoło, mszczą w sposób, który trudno sobie nawet wyobrazić. Czy naprawdę pragniecie, aby Bhelliom jeszcze raz ujrzał światło dzienne?
- My musimy to zrobić! - wykrzyknął Sparhawk. - To jedyny sposób na uratowanie Ehlany, a także ciebie, mateczko, i mistrza Vaniona.
- Annias nie będzie żył wiecznie, Sparhawku, a Lycheas jedynie trochę zawadza. Vanion i ja również jesteśmy śmiertelni, tak jak - bez względu na twoje osobiste uczucia - Ehlana. Świat nie będzie zbyt długo opłakiwał naszej śmierci. - Głos Sephrenii był niemal całkiem pozbawiony wyrazu. - Co innego jednak Bhelliom... i Azash. Jeśli nie powiedzie się
nam i kamień wpadnie w plugawe ręce tego okrutnego boga, to zgubimy świat na zawsze. Czy warto podjąć takie ryzyko?
- Jam jest Obrońca Korony i Rycerz Królowej - przypomniał jej Sparhawk. - Muszę uczynić wszystko, co leży w mej mocy, by uratować życie Ehlanie. - Wstał i podszedł do czarodziejki. - Niech mnie mój Bóg wspomaga. Nie zawaham się wyważyć bramy piekieł, Sephrenio, aby uratować tę dziewczynę.
Sephrenia westchnęła.
- On czasami jest taki dziecinny - zwróciła się do Vaniona. - Nie wiesz, kiedy wydorośleje?
- Prawdę powiedziawszy, zastanawiałem się właśnie, czyby mu nie towarzyszyć - odparł mistrz z uśmiechem. - Może Sparhawk pozwoli mi potrzymać
swój płaszcz, gdy palmtopy będzie kopał w tę bramę. W końcu nikt nie uniknie piekła.
- Ty również myślisz tak jak on. - Czarodziejka zakryła dłońmi twarz. - O, mój drogi. Trudno, muszę się zgodzić - powiedziała z rezygnacją. - Wszystkim wam tak na tym zależy, więc spróbujemy, ale pod jednym warunkiem. Jeżeli znajdziemy Bhelliom, natychmiast po uzdrowieniu Ehlany musimy go zniszczyć.
- Zniszczyć?! - wybuchnął Ulath. - Toż to najcenniejsza rzecz na świecie!
- I najniebezpieczniejsza. Jeśli kiedykolwiek Azash wejdzie w jej posiadanie, świat będzie zgubiony, a cała ludzkość popadnie w najohydniejszą z możliwych niewoli. Szlachetni rycerze, ja muszę przy tym obstawać. W przeciwnym razie
uczynię wszystko, by przeszkodzić wam w odnalezieniu tego kamienia.
- Zdaje się, że nie mamy zbyt dużego wyboru. - Ulath zwrócił się do towarzyszy. - Bez jej pomocy mamy niewielkie szanse na zdobycie Bhelliomu - powiedział grobowym głosem.
- Och, ktoś go na pewno znajdzie - rzekł Sparhawk z przekonaniem. - Aldreas oznajmił mi, iż nadszedł już czas, aby Bhelliom ponownie ujrzał światło dzienne i nie ma siły, która mogłaby temu zapobiec. Dręczy mnie jedynie pytanie, czy znajdzie go jeden z nas, czy też jakiś Zemoch, który zaniesie go prosto do Othy.
- A może sam o własnych siłach wydźwignie się z ziemi - zażartował Tynian.
palmtopy -
|